Joga na trawie – jak połączyć uważność z ruchem i naturą
Joga na trawie – jak połączyć uważność z ruchem i naturą

Joga na trawie – jak połączyć uważność z ruchem i naturą

Zdjęcie: Pexels, zdjęcie dodane przez SHVETS production: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/natura-osoba-reka-zaklad-8929595/

Spotkanie z naturą na macie

Pierwszy krok boso

Wyobraź sobie, że stajesz boso na miękkiej trawie. Pod stopami czujesz lekką wilgoć ziemi, pojedyncze źdźbła delikatnie kłują, a ciało – trochę zaskoczone – zaczyna się dostrajać do tego nowego podłoża. Zamiast gładkiej podłogi jest żywa, lekko nierówna powierzchnia, która subtelnie zmusza cię do większej obecności. Już sam ten moment – pierwszy krok na trawie – staje się małą praktyką uważności.

Wdech miesza się z zapachem ziemi, wydech niesie za sobą napięcie, które nagromadziło się przez ostatnie dni. Gdzieś w tle słychać śpiew ptaków, szum liści, może odległy dźwięk samochodu. Świat nie znika, ale przestaje być tłem – staje się częścią twojej praktyki.

Przestrzeń, która oddycha z tobą

Na zewnątrz wszystko wydaje się trochę szersze: niebo nad głową zastępuje sufit, horyzont jest twoją nową ścianą, a powietrze porusza się inaczej niż w zamkniętej sali. Kiedy unosisz ręce w górę, czujesz, jakbyś dotykała/dotykał nieba; kiedy schylasz się w dół, niemal słyszysz cichy szept ziemi.

W takiej przestrzeni łatwiej jest poczuć, że ciało nie jest osobnym światem, ale fragmentem czegoś większego – krajobrazu, pory dnia, pogody. Każda asana przestaje być tylko ćwiczeniem, a staje się odpowiedzią na to, co dzieje się w tobie i wokół ciebie.

Uważność, która rodzi się w trawie

Oddech jako most między tobą a naturą

Siadasz na macie lub bezpośrednio na trawie. Zamykasz oczy. Przez chwilę nic się nie dzieje – tylko oddech. Wdech, wydech. Zauważasz, że powietrze na zewnątrz jest inne: chłodniejsze albo cieplejsze, bardziej wilgotne, czasem pachnące deszczem, czasem słońcem i rozgrzaną ziemią. Ten zwykły oddech staje się mostem między twoim wnętrzem a światem dookoła.

Każdy kolejny wdech przynosi coś z zewnątrz: zapachy, temperaturę, drobne ruchy powietrza. Każdy wydech oddaje trochę napięcia, zmęczenia, przegadanych myśli. Nie walczysz z tym, co przychodzi – tylko to zauważasz. Tak rodzi się uważność: nie w ciszy idealnego odcięcia, ale w akceptacji tego, że świat wokół żyje swoim rytmem.

Dźwięki, które nie przeszkadzają

Na trawie trudno o całkowitą ciszę. Ktoś przechodzi, gdzieś zaszczeka pies, w oddali odzywają się dzieci. Zamiast traktować to jako przeszkodę, możesz pozwolić dźwiękom po prostu być. Śpiew ptaków, szelest liści, odgłos tramwaju czy samochodu – wszystko to staje się częścią pejzażu, który towarzyszy twojej praktyce.

W uważności nie chodzi o to, żeby odciąć się od świata, ale żeby nauczyć się być z nim w kontakcie bez ciągłego wplątywania się w każdą myśl. Zauważasz: „słyszę ptaka”, „czuję wiatr na skórze”, „ktoś przechodzi za mną” – i wracasz do oddechu, do ruchu, do ciała.

Ciało w ruchu, oddech w rytmie ziemi

Kiedy zaczynasz poruszać się po macie, ruch nabiera lekko innego charakteru niż w sali. W pozycji góry stopy delikatnie zatapiają się w trawie, ciało szuka stabilności, ale jednocześnie mięknie. Skłon do przodu przestaje być tylko ćwiczeniem rozciągającym – staje się gestem ukłonu w stronę ziemi, którą czujesz tak wyraźnie pod palcami stóp.

W pozycjach stojących – jak wojownik czy drzewo – nierówne podłoże dodaje subtelnego drżenia. Ciało negocjuje z ziemią każdy centymetr, mięśnie głębokie włączają się bardziej, balans staje się żywy, a nie „idealnie ustawiony”. Zamiast frustrować się drobnymi wahnięciami, pozwalasz sobie je poczuć. To zaproszenie, żeby być bliżej siebie, zamiast gonić za obrazkiem „idealnej” pozycji.

Bliskość ziemi w pozycjach siedzących i leżących

Kiedy przechodzisz do pozycji siedzących, nagle okazuje się, że trawa miękko otula twoje nogi, łydki, kostki. Siad skrzyżny nabiera nowego wymiaru – nie opierasz się tylko na macie, ale jakby na czymś żywym i zmiennym. W skłonie w przód ciało zbliża się do ziemi, a twarz znajdująca się bliżej trawy wyłapuje nowe zapachy, drobne szczegóły, których nie widać z góry.W leżeniu na plecach (savasanie) wszystko się wycisza.

Plecy delikatnie zapadają się w miękkości podłoża, ramiona puszczają, twarz mięknie. Patrzysz w niebo – może na przelatujące chmury, może na korony drzew. Czujesz, jak ciało oddaje ciężar ziemi, a oddech staje się spokojniejszy, jakby łagodniej wpisany w rytm natury.

Rytuały, które łączą ruch, naturę i uważność

Początek praktyki – ciche „jestem”

Przed pierwszym ruchem możesz zatrzymać się na chwilę tylko po to, by powiedzieć sobie w myślach: „jestem”. Niczego od siebie nie oczekujesz. Nie musisz zrobić „idealnej praktyki” ani zaliczyć konkretnej sekwencji. Wystarczy, że stoisz albo siedzisz, oddychasz i pozwalasz ciału powoli się budzić.

Ten moment bywa najprostszy i najtrudniejszy jednocześnie. Świadomie wchodzisz w czas dla siebie, w którym to nie lista zadań, ale twoje ciało i oddech są najważniejsze.

Zakończenie – wdzięczność w stronę natury i siebie

Kiedy kończysz praktykę, nie zwijasz od razu maty. Zostajesz jeszcze przez chwilę, może z zamkniętymi oczami, może patrząc na niebo. Zauważasz, jak czujesz się teraz: w ciele, w głowie, w emocjach. Może jesteś odrobinę lżejsza/-y, może bardziej miękka/-i, może po prostu bardziej obecna/-y.

Możesz w myślach podziękować: sobie – za to, że znalazłaś/-eś czas; ciału – za to, że cię niosło; naturze – za przestrzeń, w której mogła/mogłeś praktykować. Ta chwila wdzięczności sprawia, że joga na trawie nie kończy się w momencie wstania z maty, tylko delikatnie przenosi się w resztę dnia.

Joga na trawie jako powrót do prostoty

Kiedy mniej znaczy więcej

Joga na trawie nie potrzebuje wyszukanych akcesoriów, skomplikowanych sekwencji ani wyczynowych pozycji. Wystarczy kawałek zieleni, trochę czasu i gotowość, by naprawdę się zatrzymać. Uważność rodzi się tu nie z perfekcji, ale z pozwolenia sobie na autentyczność: na chwiejny balans, na śmiech, gdy wiatr rozwieje włosy, na pogodzenie się z tym, że nie wszystko da się kontrolować.

W tym właśnie tkwi magia łączenia uważności z ruchem i naturą. Kiedy stajesz boso na trawie, przestajesz być tylko osobą „ćwiczącą jogę”. Choćby na kilkanaście minut stajesz się częścią krajobrazu – kimś, kto oddycha razem z ziemią, wiatrem i światłem dnia. I nawet jeśli po praktyce wrócisz do codziennego pośpiechu, w ciele zostanie ślad tego spotkania: pamięć chwili, w której naprawdę byłaś/byłeś tu i teraz.

Wspieraj naszą misję!

Jeśli nasze treści są dla Ciebie wartościowe, wesprzyj naszą fundację. Dzięki Twojej darowiźnie możemy tworzyć więcej bezpłatnych materiałów. Każda, nawet najmniejsza kwota, ma ogromne znaczenie i przyczynia się do kontynuowania naszych działań. Razem możemy więcej!

Dziękujemy za Twoje wsparcie! 💙

Newsletter

TYLKO CIEKAWE I KONKRETNE TREŚCI

Przejdź do treści